post pospolita
„Gazeta Wyborcza” ma kryzys gospodarczy, „Superpospolita” ma kryzys tożsamości, czyli co się stało z moją stroną
2/02/2010 2 odpowiedzi
Czytelnicy pytają mnie, co się dzieje z „Superpospolitą”, na której ostatni tekst opublikowałem 27 października. Wprawdzie strona doświadczała już wcześniej podobnych przerw w nadawaniu, ale tym razem faktycznie jest coś na rzeczy. Niechże zatem wytłumaczę.
Nie potrafię opisać, jak wiele trudu włożyłem w tworzenie strony. Nie wszyscy to wiedzą, ale „Superpospolita” to teatr jednego (red)aktora. Zapewniam więc, że spośród wszystkich odwiedzających, mnie brak nowych tekstów doskwiera najbardziej. Ale gdy tworzyłem „Supę”, postanowiłem, że będę publikował na niej wyłącznie teksty dobre i bardzo dobre. A wszystko, co napisałem od czasu ostatniego wpisu, było co najwyżej na trzy z plusem.
Powodów jest kilka. Pierwszym jest rutyna, przed którą nie udało mi się uchronić po napisaniu kilkudziesięciu tekstów, z których każdy musi spełniać formalne kryteria pseudogazety. Drugim jest rozczarowanie wirtualnością całego przesięwzięcia. Twórczość internetowa przypomina mi wysyłanie listów w butelce. Nawet jeśli następnego dnia znajduję na brzegu butelkę z odpowiedzią „Dobre!”, poczucie dystansu między tobą a mną jest przeogromne.
Jednak głównym powodem mojej niedyspozycji jest to, że po sukcesie „Superpospolitej” zaczęto posądzać mnie o bycie kimś, kim się zdecydowanie nie czuję: publicystą i satyrykiem. A ja panicznie unikam wszelkiej określoności. Im bardziej wpadam w formalne ramy bycia kimkolwiek konkretnym, tym większy odczuwam ucisk. Jak ulał pasowałby w tym miejscu cytat z „Ferdydurke”, ale do Józiowego trzydziestaka brakuje mi jeszcze niespełna dwóch lat.
Zachęcona lekturą „Superpospolitej”, dziennikarka jakiegoś studenckiego pisemka imieniem Ola poprosiła mnie o humorystyczny komentarz do artykułu na temat jesiennej deprechy. Droga Olu! Przepraszam, że nie spełniłem twej prośby, ale wizja siebie w roli humorystycznego komentatora wywołała u mnie paraliż. A co do deprechy, to gdy mnie dopada, staram się poprawić sobie nastrój. Umawiam się na kawę ze znajomymi, idę do kina na dobry film albo kupuję sobie nową sukienkę.
Nie wiem zatem, kiedy pojawi się następny wpis na „Supie”. Jedyna deklaracja, na jaką mnie stać, to że konsekwentnie będę stawiał na jakość i oszczędzał wam tekstów przeciętnych. Nawet jeśli miałoby to oznaczać publikowanie raz na pół roku. Za jakiś czas zaprezentuję też coś zupełnie nowego, i to całkiem niewirtualnego. Pracuję nad tym równie intensywnie, jak nad „Superpospolitą” w czasach jej największej świetności.
W międzyczasie, jeśli szukacie dobrej rozrywki, polecam 10 ostatnich odcinków zdjętego w zeszłym miesiącu z anteny NBC „The Tonight Show with Conan O’Brien”, w których mój ulubiony prowadzący porzuca formalne ramy i zamienia się w pięknego motyla.